Komentarz rynkowy UNIQA TFI 11.09.2026
Choć prezes Glapiński jeszcze kilka tygodni temu dawał do zrozumienia, że już we wrześniu możemy liczyć na obniżkę stóp procentowych, to ostatnie dane makroekonomiczne szybko ostudziły te oczekiwania. Rynek już wcześniej doszedł do wniosku, że na cięcia stóp w Polsce przyjdzie nam jeszcze poczekać. I dokładnie taki przekaz popłynął również z czwartkowej konferencji prasowej. Tutaj, przynajmniej na ten moment, większej historii nie ma. Wszystko wskazuje na to, że stopy procentowe pozostaną na obecnym poziomie w najbliższych kwartałach.
W międzyczasie podwyżkę stóp procentowych zobaczyliśmy w strefie euro. Europejski Bank Centralny podniósł stopy o 25 pb., do poziomu 2,5%. Oczywiście nie było to większym zaskoczeniem. Christine Lagarde i spółka od dłuższego czasu dają do zrozumienia, że walka z rosnącą inflacją pozostaje dla nich absolutnym priorytetem.
Tu pojawia się jednak inne pytanie. Czy zacieśnianie polityki monetarnej rzeczywiście jest najlepszą odpowiedzią na szok podażowy? W końcu wyższe stopy procentowe oddziałują przede wszystkim na popyt. Ograniczają konsumpcję, schładzają inwestycje i podnoszą koszt kredytu. Innymi słowy, pośrednio spowalniają gospodarkę. Nie rozwiązują jednak problemu droższej ropy czy zakłóceń po stronie podaży. Przed EBC stoi więc wyjątkowo trudne zadanie: nie dopuścić do utrwalenia się presji inflacyjnej, a jednocześnie nie zahamować nadmiernie wzrostu gospodarczego.
Z tej perspektywy jeszcze ciekawiej zapowiada się najbliższa decyzja Fedu. Sytuacja zmienia się tam bardzo dynamicznie. Obecnie rynek coraz wyraźniej skłania się ku scenariuszowi podwyżki stóp procentowych. Jeszcze tydzień temu prawdopodobieństwo takiego ruchu było zdecydowanie niższe. Inwestorzy obawiają się przede wszystkim skutków wzrostu cen ropy i ich wpływu na inflację. To z kolei stanowi dodatkowy argument dla bardziej jastrzębiego skrzydła amerykańskiej polityki pieniężnej. Za podwyżką przemawia również rynek pracy, który pozostaje mocniejszy od oczekiwań. Wiele na temat dalszych losów kosztu pieniądza w USA powiedzą najbliższe dane o inflacji CPI.
W takim otoczeniu rentowności obligacji nie mają łatwego życia. Amerykańskie dziesięciolatki ponownie zbliżają się do psychologicznej bariery 5%, podczas gdy rentowności polskich obligacji 10-letnich znajdują się już w okolicach 6,3%. Nie zdziwiłbym się więc, gdybyśmy ponownie zobaczyli działania osłonowe ze strony Departamentu Skarbu USA. Pytanie brzmi jednak nie tyle czy, ile jak długo taki ruch byłby skuteczny. Ostatnie doświadczenia pokazują, że tego typu interwencje potrafią poprawić nastroje, ale zwykle tylko na chwilę.
Rosnące napięcia geopolityczne, wyższe ceny surowców, utrzymująca się presja inflacyjna oraz zbliżające się wybory w USA nie tworzą obecnie szczególnie przyjaznego środowiska dla rynku długu. Donald Trump zdążył już dorzucić do kampanijnego pieca, proponując kolejne kosztowne rozwiązania fiskalne.
Globalne rentowności mają więc obecnie pod górkę. A jeżeli problem ma globalny rynek długu, to trudno oczekiwać, aby polskie obligacje pozostawały odporne.